Napisane przez: futrzak | 20 Grudzień 2013

Wykwintna potrawa

Współczesna sztuka kulinarna stała się tym właśnie – sztuką. Gdy popatrzec na setki i tysiace blogów kulinarnych, wygląda to mniej-wiecej tak: marketingowa bajeczka, potem dłuuuuuuuuga i skomplikowana lista składników – samo w sobie nic w tym złego, ale:

– o ile nie mieszka się w duzym, kosmopolitycznym miescie, trzeba zdrowo oganiać się po roznych, nietypowych sklepach, ktore zwykle sa daleko od miejsca zamieszkania;
– sporo z tych nietypowych skladników jest zwyczajnie bardzo drogich, bo sa importowane z drugiego konca swiata;
– na blogach pro-eko etc. w oczy kłują sformułowania jak „grass fed beef” albo „pastured eggs” itp. – tak jakby kazdy mieszkal w poblizu farmy ekologicznej, ktora na dodatek ma pozwolenie na sprzedawanie takich rzeczy
– dużo jest rzeczy juz gotowych, np. mieszanka X, sos Y, dodatek Z. Przy czym większość zawiera, niestety, gluten tudzież inne alergeny, jak chociazby glutaminian sodu.

Do tego dochodza elementy roboczo-manualnie skomplikowane, jak podawanie ilosci skladnikow w gramach (nie znosze!!! Komu by sie chciało p* z wagą kuchenną??), koniecznosc posiadania ciężkiego i skomplikowanego sprzętu kuchennego np. food processor (nie wiem jak to po polsku sie nazywa), garnki cisnieniowe, parowary, odpowiednie formy do ciasta etc.

Eh. A przeciez ludzie kiedys tak nie gotowali. Co to za sztuka spędzić pół dnia na ganianiu po zakupach, następne na robociźnie w kuchni po to, zeby wykombinować jakies egzotyczne concoction i olśnić gości?
Sztuką moim zdaniem jest wyczarować coś z resztek z lodówki, z kilku podstawowych produktów, albo z mięsa trzeciego gatunku. Dobrego jakościowo steka z cielęciny każdy idiota potrafi usmażyć…ale zróbcie coś smacznego ze starej baraniny albo koźlęciny, o. Albo spożytkujcie podwiędłe i zdrewniałe zdziebko warzywa…Tu moim zdaniem dopiero ujawnia się prawdziwy talent kulinarny.

Np. dzisiaj (ach, ta skromność :))). Do dyspozycji miałam:
– dwa kawalki żylastej wołowiny (ossobuco, czyli „pokrojona na kawałki gicz cielęca” – tutaj tania, jakies 7 PLN/kg..bo to jedno z najbardziej paskudniejszych mięs wołowych tutaj…)
– 2 pomidory
– resztki czerwonego wytrawnego wina z zeszłego tygodnia, nieco zwietrzałe
– 2 cebule
– reszta zesmażonej marchewki
– resztka oliwy
– podpleśniały korzonek imbiru
– bateria dyzurnych przypraw: pieprz czerwony, pieprz czarny, oregano, curry, papryczki chili
– pasta z czosnku (świeży rzecz jasna lepszy, ale akurat nie mialam…)
– sól i cukier

Klasyczne włoskie ossobuco to jest, proszę państwa, figo-fago-baba-nago. I jeszcze ten szpik wyciągany wykałaczką, prawdaż…chyba bym prędzej sobie tą wykałaczką w oko szczeliła śpikiem, niż go wyciągneła w celach konsumpcji…

Anyway. Ja człowiek prosty i leniwy, wiec mój algorytm wygladal tak:

Mieso zostalo pokrojone na cienkie skrawki (w celu szybszego zmięknięcia), podlane winem, oliwa i odrobiną wody. Do tego wrzucone gnaty (zeby sie szpik wygotowal w sosie). Potem pomidory i cebula w kostke i przyprawy do smaku. Ja osobiście lubię wersję pikantno-chińską, czyli dużo imbiru i czosnku i chili.
Potrawa nie wymaga zadnego zachodu – ot, zamieszac raz na jakis czas. Jak juz sie troche popyrkota, wrzucamy marchewke. Kiedy wszystko będzie super miękkie, zaprawiamy mąką ziemniaczaną, coby wodniste za bardzo nie bylo.
I JUZ.
Mozna serwowac z ryzem i jeść pałeczkami (jak ktos chce szpanować i Chińczyka udawać :), a mozna w wersji polsko-latynoskiej czyli z ziemniakami :)

Wyszlo znakomite, niestety do restauracji nie nadaje sie, bo ah, gdziez tą wykałaczkę wbić :)

Advertisements

Responses

  1. […] w temacie tradycyjnych, megapracohłonnych dań, w związku z czym pozwoliłam sobie popełnić ranta na ten temat. Smacznego :) – bo rant z przepisem, jak ktoś sie odważy, hyhyhy […]

  2. No i git- ja poproszę! Moja babcia też nauczyła mnie gotować właśnie tak- coś z niczego i praktykuję to zawsze. Najsmaczniejsze jest to co proste i z serca.Nie lubię się męczyć w kuchni,by potem ktoś stwierdził- pff takie sobie!

  3. Żebym ja w ten sposób nie gotowała na winie (tj. co się pod rękę nawinie), tobyśmy dawno z głodu padli. Cierpliwości nie mam do gourmet.

  4. Jeżeli miałbym założyć kiedykolwiek bloga to właśnie „antykulinarnego” :-) Jak to jest napisane ładnie w „Kuchni” którą czasem podczytuję u teściowej o jakimś panu że „codziennie gotuje ambitny obiad” również stosuje tą zasadę i codziennie gotuję ambitnie posiłek z trzech rzeczy jakie znalazłem w lodówce i jeszcze nie były całkiem zepsute :-)
    Dlatego bardzo mi się podoba podejście autorki bloga do tematu, miło posiedzieć w kuchni ale nie zajeżdżać się gotowaniem czegoś co wymaga mnóstwa wysiłku a smakuje jak coś co robię w jednym garnku w 20 min :-)

  5. Mnie sie dlatego podoba podejscie Argentynczykow do robienia zarcia. Zasadniczo to polega na wrzuceniu na parille wszystkiego, co sie da, potem nalaniu sobie wina i gadaniu z przyjaciolmi, od czasu do czasu leniwie dokladajac wegla i przewracajac mieso :)
    Dosc dlugo to trwa, ale ten czas spedza sie z przyjaciolmi na dyskusjach, a nie ze jedna osoba się cheta w tej kuchni a reszta wałkoni na kanapie :)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d bloggers like this: